Siemanko,
1. Stań przed lustrem (przodem do lustra ;P).
2. Podnieś prawy kącik ust delikatnie w górę.
3. I jeszcze trochę do góry.
4. To samo uczyń z drugim kącikiem.
5. Tylko powoli . Już?
6. Jeszcze tylko wyszczerz ząbki.
Gotowe.
Smaczny każdego dnia. ;D
Praktyka czyni mistrza. Mi do dzisiaj nie do końca nie wychodzi (padam ze śmiechu jak tylko widzę tą moją porypaną mordeczkę ;), więc się nie martw.
Jak Wam się nudzi to poproszę Was o fotki z waszymi "zacieszami".
Słodko? Buziaczki ;*
~Wredna~
PS Chillaut Long & Junior - Uśmiechnij się
poniedziałek, 22 lipca 2013
niedziela, 14 lipca 2013
środa, 3 lipca 2013
Plan na zawód
Witam,
Zbyt dziwnie zatytułowałam posta. A może odpowiednio. Sama już nie wiem. Jestem jednym wielkim kłębkiem. Kłębkiem wszystkiego. Chyba zacznę.
"Coś się kończy coś się zaczyna" tylko co?
Skończył się mój etap podstawowego kształcenia dziecka w cywilizowanym XXI w. (koniec z tak zwaną gimbazą ;P). Tak i co ja mam dalej ze sobą uczynić? Oczywiście z takimi wynikami tylko do LO (będąc nieskromną osobą średnia 5,3 testy wszystkie w granicach 80% ;D). Ale liceum nie daje żadnego zawodu a coś trzeba w dorosłym życiu robić i raczej nie chciałabym utrzymywać się z pracy w Mc'u (jednak mam jakieś ambicje... jupiii ).
Taa... Zazdroszczę mojemu znajomemu tego, że ma swoją pasje i nie boi się jej. Gra na gitarze (czasami nawet śpiewa w bandzie), ale przede wszystkim jest aktorem- może tylko w teatrze szkolnym, a jednak - i wie, że deski teatru to miejsce dla niego. A ja?
Jestem głupią nastolatką, która chce już mieć zaplanowane swoje życie do 67 roku życia (lub dłużej jeżeli znowu przesuną wiek emerytalny). Niby mam talent do rysunków, ale co z tego skoro nie wiąże z tym żadnej przyszłości. Bo moja przyszłość musi być stabilna (nie chcę nigdy martwić się czy "starczy mi do pierwszego"). Szczytem moich pragnień jest samowystarczalność. Najchętniej już bym zamieszkała sama. Niestety muszę trochę poczekać (min 1,75 roku do osiągnięcia pełnoletności). Tak więc moją sztukę chowam do szafy, bo malarstwo jest dochodowe jakoś 200 lat po śmierci malarza. Cóż takie realia trudno. Dlatego po liceum nie wybiorę się do szkoły artystycznej, tylko na..
I tu zaczyna się mój plan B. ..tylko na akademie medyczną. Kręci mnie to że mogłabym wziąć skalpel rozciąć klatkę piersiową i zobaczyć jak bije ludzkie serce. Czy faktycznie jest z lodu, a może z kamienia? Chciałabym zostać chirurgiem i czuć że ratuje komuś życie. Tylko jest taki kłopot, że żeby zostać dobrym lekarzem to trzeba się bardzo dużo uczyć i nie wiem czy będzie mi się chcieć, i przede wszystkim czy mi się uda. bo jak nie to co w tedy ?
na taką sytuacje mam plan C, który nie jest tak ekscytujący jak praca w szpitalu, ale też trochę nawiązuje do moich rysuneczków. Mianowicie architektura. nie wiem dlaczego ale zupełnie nie boję się tego że nie poradzę sobie na studiach architektonicznych. Gorzej martwi mnie to że bez znajomości nigdy się nie wypije i nie znajdę pracy.
Więc jak nie wypali plan B i C to wrócę do malarstwa. Może coś mi się uda.
Się rozpisałam. Nie jednak tytuł "nie znam nawet swoich marzeń" jest zły (bo tak początkowo nazwałam ten post ;P). Kurczę to tylko plan na zawód a tyle napisałam. "Plan na zawód"? To dobry tytuł. Do tamtego tematu jeszcze kiedyś wrócę. Teraz kończę. starczy zanudzania o mnie na dziś.
Pozdrawiam.
~Wredna~
PS nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś na uszko. Może.. Mozart - "summer Overture (requiem for a dream)". Tak.
Zbyt dziwnie zatytułowałam posta. A może odpowiednio. Sama już nie wiem. Jestem jednym wielkim kłębkiem. Kłębkiem wszystkiego. Chyba zacznę.
"Coś się kończy coś się zaczyna" tylko co?
Skończył się mój etap podstawowego kształcenia dziecka w cywilizowanym XXI w. (koniec z tak zwaną gimbazą ;P). Tak i co ja mam dalej ze sobą uczynić? Oczywiście z takimi wynikami tylko do LO (będąc nieskromną osobą średnia 5,3 testy wszystkie w granicach 80% ;D). Ale liceum nie daje żadnego zawodu a coś trzeba w dorosłym życiu robić i raczej nie chciałabym utrzymywać się z pracy w Mc'u (jednak mam jakieś ambicje... jupiii ).
Taa... Zazdroszczę mojemu znajomemu tego, że ma swoją pasje i nie boi się jej. Gra na gitarze (czasami nawet śpiewa w bandzie), ale przede wszystkim jest aktorem- może tylko w teatrze szkolnym, a jednak - i wie, że deski teatru to miejsce dla niego. A ja?
Jestem głupią nastolatką, która chce już mieć zaplanowane swoje życie do 67 roku życia (lub dłużej jeżeli znowu przesuną wiek emerytalny). Niby mam talent do rysunków, ale co z tego skoro nie wiąże z tym żadnej przyszłości. Bo moja przyszłość musi być stabilna (nie chcę nigdy martwić się czy "starczy mi do pierwszego"). Szczytem moich pragnień jest samowystarczalność. Najchętniej już bym zamieszkała sama. Niestety muszę trochę poczekać (min 1,75 roku do osiągnięcia pełnoletności). Tak więc moją sztukę chowam do szafy, bo malarstwo jest dochodowe jakoś 200 lat po śmierci malarza. Cóż takie realia trudno. Dlatego po liceum nie wybiorę się do szkoły artystycznej, tylko na..
I tu zaczyna się mój plan B. ..tylko na akademie medyczną. Kręci mnie to że mogłabym wziąć skalpel rozciąć klatkę piersiową i zobaczyć jak bije ludzkie serce. Czy faktycznie jest z lodu, a może z kamienia? Chciałabym zostać chirurgiem i czuć że ratuje komuś życie. Tylko jest taki kłopot, że żeby zostać dobrym lekarzem to trzeba się bardzo dużo uczyć i nie wiem czy będzie mi się chcieć, i przede wszystkim czy mi się uda. bo jak nie to co w tedy ?
na taką sytuacje mam plan C, który nie jest tak ekscytujący jak praca w szpitalu, ale też trochę nawiązuje do moich rysuneczków. Mianowicie architektura. nie wiem dlaczego ale zupełnie nie boję się tego że nie poradzę sobie na studiach architektonicznych. Gorzej martwi mnie to że bez znajomości nigdy się nie wypije i nie znajdę pracy.
Więc jak nie wypali plan B i C to wrócę do malarstwa. Może coś mi się uda.
Się rozpisałam. Nie jednak tytuł "nie znam nawet swoich marzeń" jest zły (bo tak początkowo nazwałam ten post ;P). Kurczę to tylko plan na zawód a tyle napisałam. "Plan na zawód"? To dobry tytuł. Do tamtego tematu jeszcze kiedyś wrócę. Teraz kończę. starczy zanudzania o mnie na dziś.
Pozdrawiam.
~Wredna~
PS nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś na uszko. Może.. Mozart - "summer Overture (requiem for a dream)". Tak.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
